Unoszę się dokładnie ponad miejscem, / w którym stałem z nią kiedyś patrząc w morze, / jak uderza w nas swoim lśniącym nożem, / żeby potem obracać ostrze w piersi. / Nim to wypowiem, obróci się Ziemia / i osuniemy się w kierunku cienia.
W oczekiwaniu na nowy tom poetycki autorstwa Tomasza Różyckiego (premiera Hulanek & Swawoli zaplanowana jest na 24 października br.) sięgam po jego ostatni jak dotąd, wydany w 2000 roku. Tu wyprawie w kosmos i w głąb człowieka towarzyszą samotność, wspomnienia, pochwała spraw najprostszych. One przede wszystkim, wydaje się, zostają na sicie życia. A oba tomy są w portfolio Wydawnictwo a5.
Tomasz Różycki w ubiegłym roku pozytywnie namieszał książką Złodzieje żarówek (wydaną przez Wydawnictwo Czarne). Kto czytał, może pamięta, że w tym prozatorskim powrocie do bycia nastolatkiem dużo jest poetyckości wysokich lotów. Bohater Złodziei… nawet w ścianie zajętej grzybem widzi coś więcej, konkretnie niesamowitą mapę: „Wypukłości i wgłębienia, bruzdy, wyżłobienia i garby, szorstkości i gładkie powierzchnie wyczuwalne na jej powierzchni pod palcami doskonale odwzorowywały teren. Przesuwanie po niej opuszkami pozwalało na bardzo bliskie, dokładne czytanie, którego wyrafinowaniu nie dorównywał żaden inny sposób obcowania z mapami”.
W zbiorze wierszy Kapitan X tytułowy bohater, wygląda na to, do swojej podróży został bardziej zmuszony niż ją planował; pojawiają się donosy, wezwania, nie zdążył nawet porozmawiać ze swoimi dziećmi… Kapitan jest daleko i wysoko na tyle, że ciężko mu dostrzec szczegóły. Choćby „jak w pewnym miasteczku / przed dom wybiega aż do nocy dziecko, / za każdym razem, gdy słyszy samochód”. Dlatego bardziej posiłkuje się wyobraźnią: „Przecież pamięta: pszczoły, grube trzmiele, / zaglądające do kielicha malwy, / kwiat po ciężarem ich powoli tańczy”. W swoich myślach czuje zapach lipy biorący w niewolę, i widzi, jak tam daleko ktoś odgarnia włosy (jego ukochana?), a on jest ręką.
To zapewne nie pozwala mu oszaleć, kiedy przystawia twarz do okna. Widzi w niej odbicie swojej twarzy, coraz starszej, która jest poorana meteorytami, podziurawiona kraterami, „ze strefą martwych oceanów, / kamiennych pustyń, do połowy w cieniu”. Bywa, że do swojego odbicia mówi („Już mnie nie słyszycie, / więc mówię to do siebie”) i doświadcza tego, co słyszał od Pana Kroka, swojego nauczyciela kosmografii i astrografii – że w kosmosie jest pustka pochłaniająca słowa i gesty, więc lepiej skupić się na podróży na ziemi; na przykład na świetle migającym na korytarzu i błękitnym niebie.
Prócz Pana Kroka, Kapitanowi (w myślach) towarzyszy również Szen Je, który chce wyznać miłość swojej konkubinie za pomocą listu. Jednak mijają kolejne lata, a on wciąż jest daleko od wypracowania doskonałego pisma i miłość pozostaje niewyznana.
Pojawia się temat Boga („Raz największa, innym razem najmniejsza / cząstka wszechświata – jest właśnie tym, czego / nigdy nie ma, kiedy ci tego potrzeba”) i ziemi zagrożonej śmieciami – według Kapitana mogą one pokryć lądy, wody i nawet sklepienie niebieskie, bo przecież wciąż wiele jest do wyrzucenia. A przecież człowiek ma jeszcze tak wiele do odkrycia, na przykład w sferze medycyny, która „wciąż nie zna odpowiedzi / na temat odnowy włókien nerwowych”; gdy zaś wyśledzi się jedną zagadkę, „natychmiast pojawia / się pięć następnych, o wiele ciekawszych (to mogłoby spodobać się Rafał Żak, autorowi chwytliwej książki o nauce Nudne słowo na N).
Mijają kolejne pory roku i miesiące, wśród nich maj, który potrafi nasze mdłe ciała „unieść w powietrze i z wdziękiem / wyprowadzić przez szeroko otwarte / okno, drwiąc z żelaznych praw grawitacji”. Człowiek tymczasem skupia się na budowania murów międzyludzkich i kolejnych parkingów, tworzeniu dystansu i chłodu, niszczeniu swojego świata („Ze wszystkich istot żyjących na ziemi / wyjątkowy jest człowiek. On jedynie / jest w mocy sprawić, że z planety zniknie / życie”).
Kapitan X wróci, czy to z czeluści kosmosu, czy skądkolwiek indziej? Jeśli tak, będzie miał jeszcze do kogo i do czego?… Zanim zatrzymają się zegary i serce, można i warto podziałać jeszcze, by ratować co nieco istotnego.
Niewiele czasu mamy przed straceniem, / więc trzeba jeszcze zawołać zwierzęta, / i dzieciom niespokojne włosy zmierzwić, / w ogrodzie stół ustawić bardziej w cieniu, / i nalać wszystkim wina. / Niech na ziemię / spadnie tych kilka kropel przed straceniem.
Rafał Kowalski © 2024
Tomasz Różycki, Kapitan X, Wydawnictwo a5, Kraków 2024, ss. 88
