Blue Electric Light
Lenny Kravitz
Roxie Records Inc., BMG 2024, TT: 55’30”

Tym, którzy odrobinę interesują się dzisiejszą muzyką rozrywkową, nie trzeba przedstawiać Lenny Kravitza, wokalisty, multiinstrumentalisty, kompozytora, producenta muzycznego, aktora, pisarza, ikony stylu i mody, zwanego często spadkobiercą Jimiego Hendrixa.

Kravitz niedawno umieścił swoją gwiazdę w Hollywood’s Walk of Fame oraz został przyjęty do legendarnej amerykańskiej Rock & Roll Hall of Fame, poza tym na swoim koncie ma 4 Nagrody Grammy, zdobyte w czterech kolejnych latach, co zdarza się tylko wybitnym artystom i ponad 40 mln sprzedanych płyt. Kravitz został również uhonorowany nagrodą „Music Icon Award” na People’s Choice Awards 2024 i wyróżniony tytułem „Fashion Icon Award”

Pięć długich lat trzeba było czekać na dwunasty autorski album Kravitza. W materiałach promocyjnych towarzyszących wydaniu płyty Blue Electric Light album określany jest czterema przymiotnikami: ponadczasowy, eksplodujący, romantyczny, inspirujący i nie ma tym ani odrobiny przesady.

Kompozycje Kravitza na jego najnowszym albumie są eksplodującą niezwykłą witalną siłą i ponadczasową mieszanką rocka, bluesa i poruszające trzewia soulowego groove’u. To działo artysty, który jak mało kto potrafi łączyć stare z nowym, ostre z łagodnym, psychodelię z popem. Nie brakuje tu świetnych popowych refrenów, czy wręcz tanecznych rytmów, ale są i ostre rockowe riffy.

Materiał na płytę powstał w studiu Kravitza na Bahama, a artyście towarzyszył tylko jego wieloletni współpracownik, gitarzysta Craig Ross, a Lenny zagrał na większości instrumentów.

Kravitz słynie ze swoich absolutnie porywających występów na żywo. W ramach światowej trasy, którą rozpoczyna 23 czerwca w Hamburgu odwiedzi również Polskę – 21 lipca zagra w Krakowie, a dwa dni później, 23 lipca w Łodzi.

Parafrazując tekst Andrzeja Waligórskiego można śmiało powiedzieć – „idzie lato, nie ma rady na to”, a muzyka z najnowszej płyty Lenny Kravitza Blue Electric Light na tę porę roku jest jak znalazł.

Najnowszą płytę Lenny Kravitza polecam zdecydowanie.

Jacek Bulak © 2024