Żona trąca go w nocy łokciem z pytaniem, czy śpi. Ona nie śpi i chciałaby pogadać, najlepsze rozmowy są wtedy, gdy przynajmniej jedna osoba spośród tych, które mogłyby pogadać, nie śpi (…). Już wstałeś? (…) Na łóżko wskazuje kot i rozpoczyna koncert adresowany do pierwszej naiwnej, nic nie jadłem, nic nie piłem, w tym domu się głodzi zwierzęta, jesteście skandalicznie ludzcy. (…) Jakub myśli, że miło byłoby wskoczyć do ciepłego łóżka, zrzucić kota z kołdry, wsunąć chłodne stopy żony pomiędzy swoje ciepłe uda i pomruczeć do jej ucha, że jeszcze chwilkę, że jest niedziela, tak wcześnie, i nikt niczego nie musi.

Zośka Papużanka w swojej najnowszej książce (wydanej przez Wydawnictwo Marginesy) przede wszystkim – tak myślę – podkreśla znaczenie sytuacji zarazem prostych i istotnych, będących mocnym spoiwem codzienności. Jak docenianie wrażliwości i wyobraźni dziecka, które na przykład w cyrku współczuje klaunowi: „Bardzo mu musi być smutno. Wszyscy się z niego śmieją”. Jak ogrzanie chłodnych stóp swojej żony. I cierpliwość w przebijaniu się przez złośliwo-zabawne zachowania starszej pani – ze świadomością, że pod tym może kryć się jej poczucie krzywdy i pragnienie bliskości. To przecież ona swego czasu powiedziała do swojego syna o miłości: „Potrzebna jest. Jak dom. Jak pieniądze. Jak dżem z truskawek. Jak będziesz duży, to zrozumiesz”. Gdy on pyta, czy miłości trzeba szukać, ona odpowiada, że trzeba.

Ta kobieta wydaje się najbardziej barwną postacią w tej powieści. Pomstuje na opiekujące się nią zakonnice – choćby dlatego, że wożą ją do kaplicy na spotkanie z Bogiem, w którego ona nie wierzy. Jest na ścieżce wojennej ze wścibskimi sąsiadami. Na tyle, że gotowa jest z dumą pokazać im brzemienną bliską osobę ze słowami: „(…) patrzcie, gapie, prawnuka się prawie doczekałam, jak urośnie, zemści się za mnie i będzie was wszystkich podglądał bez opamiętania”. Przekomarza się ze swoim synem w jego dzieciństwie (na przykład gdy ten przychodzi do domu z dobrą oceną z matematyki) i dorosłości (vide jego ślub i zaproszenie na święta); potrafi powiedzieć coś okrutnego swojej córce. Jednocześnie umie opowiadać o miłości i starać się ją dawać. Sama jej szuka, czasem przekraczając pewne granice…

Na pewne jej zachowania może mieć wpływ jej przeszłość. W pewnej sytuacji pojawiają się słowa: „Ty sobie poradzisz, Krysia. Najgorsze, co można powiedzieć dziecku. Bo co to znaczy poradzić sobie”. Coś się więc powtarza, jakby czas nie istniał, o czym przekonują się też inni bohaterowie przykładowo w pewnym przedpokoju.

Autorka rzuca dużo światła na to, jak bogaty potrafi być dziecięcy świat. Kiedy podkreśla, że dzieci „myślą, że coś jest za coś, że deszcz pada za karę, ponieważ pokazało się język ciotce, że w sklepie nie ma czekolady, bo się było niegrzecznym, i że mama nie umrze, jeśli umrze ktoś inny”. Gdy wykazuje ich możliwość nieprzygotowania na śmierć. I w językowo romantycznej stylistyce tworzy obraz pary maluchów w ich wyprawie na cmentarz, podczas gdy ich rodzice się kłócą („Idą dzieci, idą drogą, siostrzyczka i brat. I nadziwić się nie mogą, jaki piękny świat. (…) Jest tylko czas na spokojne leżenie i patrzenie spod zamkniętych powiek na dwoje dzieci, grzeczniutkich jak marmurowe aniołki na pomnikach. Dokąd wy idziecie, dzieci, jeśli nie ma dokąd iść”).

To niejedyny dowód, że w słowie pisanym Zośka Papużanka ma spory arsenał i potrafi użyć go odpowiednio: „Obijał się od ścian jak wiosenna ulewa od parapetu, ale nie niósł w sobie zieleni, tylko głuchą, głęboką ciemność”; „Ze zgiełku, plątaniny i chaosu wychodził brak. Stało się nic”; „Nie mogła podejść zbyt blisko, nie mogła go swoją nienawiścią jak otwartą dłonią uderzyć, bo stół zamykał dostęp”; „Mareczkowi odejmowanie szło znakomicie. Był dzieckiem odejmowania. Cały czas ktoś mu coś odejmował”; „Kwiecień wchodzi przez uchylone okno, przynosząc złotą smugę słońca na brzegu stołu”…

Autorka daje do zrozumienia, że nie wszystko da się opowiedzieć o człowieku; są tajemnice zabrane do grobu, wolne miejsca, pusta przestrzeń w życiowym albumie, której często nie zapełnimy własnymi siłami. Tym bardziej warto doceniać to, co wiemy, szukać dalej i bardziej widzieć sytuacje jednocześnie proste i istotne.

– Wszystko zrobię, Krysiu, tylko zgódź się wyjść za mnie. (…) Zgadzasz się?

– Zgadzam się. Idź się położyć.

Przeszedł obok niej powoli, wyprostowany, jakby kroczył w pochodzie triumfalnym. Włożyła goździki ślubne z powrotem do wazonu, zgasiła światło, weszła do łózka i owinęła się ciasno kołdrą, z przyzwyczajenia. Następnego dnia, gdy weszła do jego pokoju z herbatą i lekarstwami, zastała go zimnego w łóżku, w jego łóżku, osobnym. Leżał w starej piżamie ze źle zapiętymi guzikami i uśmiechał się przez śmierć.

P.S. Skoro mowa o docenianiu, nie sposób przemilczeć projektu okładki tej książki, za który odpowiada Anna Pol.

Rafał Kowalski © 2023

Zośka Papużanka, Żaden koniec, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2023, s. 320

Najlepszą cenę na tę książkę możesz znaleźć w serwisie 3tam.pl