Lidkę uwierało, bo zasady wyglądały na nieadekwatne do rzeczywistości, a tej była uważną obserwatorką. (…) Jej świetne reportaże o „obcych”, wykluczonych, rozczarowanych zyskały uznanie czytelników, dziennikarzy, krytyki. Łączyła umiar formy z wewnętrznym żarem. Pisała o najgorszych upadkach, o największej nędzy, zachowując szacunek dla swych bohaterów. A oni byli wdzięczni, że udzieliła im głosu. (…) Jeździła po upadających pegeerach, zbierała historie wykluczenia społecznego i pokazywała świat z perspektywy kobiet. (…) Szczególną uwagą darzyła kobiety po przejściach.

Chciałem, by Wojciech Tochman po wydaniu Piania kogutów, płaczu psów nie dawał światu kontynuacji tej wybitnej książki; by tematycznie nie odcinał tego kuponu… Wraca po czterech latach z książką ( Wydawnictwo Literackie jej premierę zapowiedziało na 28 czerwca br.), której nie byłoby bez nieżyjącej reporterki Lidii Ostałowskiej. Bez Moniki Osińskiej, pierwszej w Polsce kobiety skazanej na karę dożywotniego więzienia. I zamierzenia Autora, by otworzyć publiczną dyskusję na temat dożywocia i doprowadzić do zmian w prawie w tym temacie.

Lidia była pierwszą dziennikarką, z którą Monika odważyła się spotkać. Ich pierwsza rozmowa w więzieniu odbyła się w 2013 roku – piętnaście lat po wyroku skazującym Monikę i dwóch innych niedoszłych maturzystów na kary dożywotniego pozbawienia wolności. Sprawa dotyczy zabójstwa kobiety. Dwie okularnice spotykały się cztery lata, miała powstać książka, gdyż – jak pisze Wojciech Tochman – Monika Osińska „nie szła tam, by zabić, Lidia była o tym przekonana”. W pewnym momencie „dożywotka” odmówiła reporterce dalszych spotkań („No i co teraz? Pierwszy raz stanęłam przed prawdziwym dylematem. Nie pisać? Ta dziewczyna zajmowała mój czas, poświęciłam jej dużo pracy i emocji”).

Lidia zmarła w 2018 roku. Zaprzyjaźniony z nią Autor postanowił kontynuować temat. Sięga po Lidiowe notesy „prawie nieczytelne”, teczki A4 w różnych kolorach. Chce zanurzyć się w akta, porozmawiać z osobami znającymi sprawę, zaangażowanymi w nią. Pisze: „Wierzę, że Lidia życzyłaby sobie, bym napisał tę książkę”.

Na reporterską nić nanizuje łączące się wątki.

W Historii na śmierć i życie jest – przywodzący na myśl (przynajmniej moją) Z zimną krwią Trumana Capote – opis drogi do zbrodni, ją samą i to, co działo się później. Choćby na sali sądowej. Nie wiem, czy taki był zamiar Autora, by przez brak akapitów na stronach traktujących o przebiegu procesu zagęścić atmosferę chaosu, złych emocji, narastającego szaleństwa… Oddychając takim powietrzem, sąd nie wniknął we wszystkie szczegóły dotyczące tej sprawy – więcej do powiedzenia mają na przykład politycy, nie zaś biegli i prawdziwi eksperci. Prawdziwi, bo rzekomi potrafią powiedzieć: „To co pan chce wiedzieć o tym potworze?”.

Wojciech Tochman podkreśla, że szczegóły zawsze mają znaczenie, tej zasadzie hołdowała też Lidia. Stąd u niego „styczeń, ciemno, domofon numer 32, windą na dziesiąte”; żółta teczka z gumką z dwiema literami K.O.; krzyżówki ze zdjęciem chorego dziecka za „nieokrągłą sumę, powiedzmy za złoty pięćdziesiąt dziewięć”… Przywołuje też zapiski Moniki Osińskiej, w których jednego dnia na obiad je kapuśniak z kiszonej kapusty, makaron z twarogiem, surówka z kapusty czerwonej. Innego dnia idzie pod prysznic: „Czas operacyjny: 7 minut, zimna zlatuje ok. 1,5 minuty – cała moja kąpiel”. Jeszcze innego opowiada swojej mamie, że „dzisiaj we śnie chciałam wędkę kupić, to się śmiała. Lubię, jak mama się śmieje”.

Autor w swojej książce stara się oddać pierwsze dni pobytu Moniki w więzieniu. Jej relacje z rodzicami kłócącymi się między sobą, ich podejście do córki po jej uwięzieniu. Starania o zmianę wyroku, ponowne przyjrzenie się sprawie. To, czego uwięziona boi się po ewentualnym wyjściu i co zrobi („Każdy człowiek buduje własną historię. I ona zbudowała swoją, kara jej nie wymazuje, ludzkiego przebaczenia nie przynosi, więc będzie szukała ludzi, którzy ją zaakceptują z tym, co kiedyś zrobiła. Takich ludzi jak Lidia”).

Reporter na swoją nić nawleka też opowieść o latach dziewięćdziesiątych w Polsce – o porachunkach mafijnych i skąd się biorą jej „żołnierze”, bazarach, wróżkach i uzdrowicielach…. Prezentuje podejście niejednej osoby do każdej kobiety zamieszanej w przestępstwo… Jest też niejednoznaczna postawa życiową Krzysztofa O., jednej z głównych postaci z całej tej sprawie. Dotkniętej osobistą tragedią, jednocześnie – z premedytacją –pozwalającej wymknąć się spod kontroli swoim reakcjom na nią.

Wojciech Tochman nanizuje również przekaz o Lidii Ostałowskiej: własną, jej przyjaciół, znajomych. „Lidkę uwierało”, podkreśla Magdalena Kicińska; „Lidia nie wkładała ludzi do szuflad”, „Lidii ufali”… Jest podkreślenie, na podstawie jej życia, że doświadczenia mogą być różne, czasem sprzeczne nawet „w jednej opowieści, w jednej rodzinie”.

To również książka o samym Autorze, który twierdzi, że ona zrodziła się z jego tęsknoty za Lidią. Składa hołd swej nauczycielce Hannie Krall („Spodziewam się, że przy herbacie pani Hanna pokaże mi w >>Historii<< zbędne słowa, a także całe zdania, w których pogubiłem rytm. I z dezaprobatą pokręci głową: nie tak pana uczyłam, panie Wojtku, nie tak”). Wyraża zdanie ekspertów („Kara dożywocia powinna pełnić funkcję zabezpieczającą, nie być jedynie odwetem. (…) Celem kary jest zmiana i poprawa. (…) Nie ma resocjalizacji, kiedy nie ma celu. Nie ma perspektywy. (…) Nie ma powodu, by dalej siedziała. To ani jej nie naprawi, ani nie da nic społeczeństwu”) i swoje na temat kary dożywocia.

Wojciecha Tochmana po premierze Historii na śmierć i życie czekają rozmowy z Czytelniczkami i Czytelnikami. Czasem pewnie niełatwe i niewolne od emocji, choćby z tymi, którym kogoś zgwałcono, zamordowano. Padną pytania o karę, przebaczenie, zaufanie; jak mogłaby wyglądać ta książka, gdyby napisała ją Lidia Ostałowska… On ma swoje podejście do kwestii dożywocia i po to m.in. napisał tę książkę, by wzbudzić dyskusję. Przede wszystkim jednak opowiedział historię pojedynczych ludzi i zachęca, byśmy – zanim ewentualnie wyrazimy swoje zdanie o nich – najpierw ich poznali.

Ale i rodzice. Gdy siedzisz w więzieniu, tylko im wierzysz, za nimi tęsknisz. Za budzeniem przez mamę. Za miłością. Za spotkaniami z bratem, z jego rodziną. Za przyjaciółmi, oni odpłynęli, zniknęli w czasie. Czy ktoś z nich do niej powróci? Czy będzie ich szukała? Za spacerem z psem tęsknisz. Za chodzeniem po plaży gołymi stopami, za wiatrem, słońcem, gwiazdami. Za zjedzeniem czegoś, na co ma się ochotę. Choć nie za jedzeniem się tęskni, raczej za atmosferą przy stole. Za ciastem mamy. Za kąpielą w wannie, za siedzeniem w fotelu. Za kilkoma parami butów. Za mieszkaniem w pokoju, w którym nikt inny nie mieszka. Za zgaszeniem światła o dowolnej porze. Za pracą. Za bieganiem.

Rafał Kowalski © 2023

Wojciech Tochman, Historia na śmierć i życie, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023, s. 256