Recenzje płyt i książek. Felietony. Blog o kulturze

CD and book reviews. Columns. Culture blog

Muzyka klasyczna

Teodor Currentzis: rebeliant z batutą

Chodzi w glanach i w obcisłych dżinsach. Wygląda jak rockman, a jest dyrygentem. Jego nagrania wywróciły do góry nogami muzykę Mozarta i Czajkowskiego.  Teraz wziął na warsztat „Szóstą symfonię” Mahlera. Jeśli da się być obrazoburczym tradycjonalistą, to może być nim wyłącznie on –  Teodor Currentzis.

Rzadko kiedy gwiazda dyrygencka błyszczy takim blaskiem. Teodor Currentzis urodził się w Atenach i zakochał w Rosji. Z podrzędnej opery w Permie pod Uralem (mieście znanym dotąd jedynie z produkcji głowic nuklearnych) stworzył jeden z najlepszych teatrów muzycznych na świecie. MusicAeterna – zapamiętajcie też nazwę rezydującej tam orkiestry. Szturmem wdarła się do ścisłej czołówki orkiestr symfonicznych.

Currentzis wie czego chce i umie stawiać na swoim. Kilka lat temu firma Sony postanowiła powierzyć mu realizację nowych nagrań trzech arcydzieł Mozarta („Wesele Figara”, „Cosi fan tutte” i „Don Giovanni”). Postawił warunki i to nie on pojechał na Zachód, aby zrealizować nagrania, to najlepsi śpiewacy świata stawili się w Permie. Jakiś czas temu dziennikarz „Guardiana” porównał jego pozycję do roli, jaką kiedyś odegrał w rocku Kurt Cobain z Nirvaną.

Oczywiście nie wszyscy podzielają ten entuzjazm. Ale żaden krytyk nie odmawia mu spójnej wizji muzyki, żarliwości i oryginalności w jej odczytywaniu oraz konsekwencji z jaką buduje swój repertuar. On sam mówi, że odczytuje muzykę, tak jak powinna brzmieć w XXI wieku.

Jego Mozart jest mroczny i ponury. Dyrygent wyrugował z niego lekkość i wdzięk, zwolnił tempa, zastosował pauzy w miejscach, w których nikt wcześniej tego nie robił. Wszystko to dziwne i inne, i zarazem obdarzone potężnym ładunku grawitacji. Przed Currentzisem nie ma ucieczki, pochłania jak czarna dziura.

Grecko-rosyjski dyrygent kształtuje „Szóstą” Mahlera w najdrobniejszych detalach. Bawi się orkiestrą, nie pozwala jej złapać oddechu. Następujące po sobie frazy i dłuższe fragmenty są jak paciorki różańca – kolejny wynika z poprzedniego, jeden bez drugiego nie istnieje. Nawet jeśli nie znasz „Szóstej”, „przejście” przez nią z Currentzisem będzie dziecinną igraszką. Ta muzyka elektryzuje i wchłania bez reszty.

„Szósta” Mahlera pod batutą Currentzisa jest też rodzajem gry, którą dyrygent prowadzi ze słuchaczami. Wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Niby to Mahler od pierwszej do osiemdziesiątej piątej minuty, ale co i rusz słychać ulotny przebłysk Wagnera, Czajkowskiego, Elgara, a nawet Mozarta. Co więcej, Currentzis przekracza granice: alpejskie dzwonki u Mahlera, u Currentzisa zamieniają się w himalajskie, a brzmienie czelesty jest rodem z muzyki do filmów scence-fiction.  Ta niezwykle wciągająca gra obejmuje cały muzyczny świat.

Zapyta ktoś: ok, ale czy to jeszcze Mahler czy już Curretnzis? To Mahler Currentzisa. Na miejscu Gustawa skakałbym pod niebo, że ktoś gra moje kompozycje tak twórczo. W moim prywatnym rankingu wykonań „Szóstej” ta płyta trafia na sam szczyt.

Panie Currentzis, proszę o więcej takich nagrań. Już się cieszę, że wziął się Pan za cykl symfonii Beethovena. Będziemy mieli niezłą jazdę.

Wykonanie: ***** / Jakość dźwięku: *****

%d blogerów lubi to: