Johann Sebastian Bach: Johannes-Passion
Julian Pregardien, Ying Fang, Lucile Richardot, Christian Immler, Etienne Bazola, Pygmalion, Raphael Pichon (direction)
Harmonia Mundi 2026, HMM 902474.75, 2CD, TT: 95’00”
To trzecie wielkie wejście Raphaëla Pichona w świat Bacha — nie jako pielgrzyma, lecz jako przewodnika, który odkrywa stare mapy i dopisuje do nich nowe linie. Po “Pasji Mateuszowej”, która brzmiała jak szeroka rzeka o równym, majestatycznym nurcie, po “Mszy h‑moll” jaśniejącej jak gwiazdozbiór na zimowym niebie, przychodzi “Pasja według św. Jana” — najostrzejsza z jego wizji, jakby napisana gęstym tuszem i ogniem.
Od początku zostajemy wrzuceni w ten świat bez ostrzeżenia. Pierwszy chór wzbiera jak tłum pod bramą miasta: niespokojny, ciemny, niesiony gniewnym pulsowaniem basso continuo. Dysonanse błyskają jak odłamki szkła. Nie ma tu neutralnej przestrzeni — wszystko jest krajobrazem emocji, gdzie nawet cisza przecina powietrze jak ostrze.
Styl Pichona splata się z Janową Ewangelią tak, jak korzenie splatają się z kamieniem: organicznie, nieusuwalnie. To narracja, która wciąga jak ręka chwytająca za ramię. Nie stoisz pod krzyżem — jesteś wśród tłumu, czujesz oddech obok policzka. Ci, którzy zwykli wędrować ścieżkami Herreweghego czy Suzukiego, gdzie modlitwa płynie spokojnie i równo, mogą poczuć tu zawrót głowy. Ale to właśnie jest zamysł: dramat, który nie daje się kontemplować z oddali.
Julian Prégardien jako Ewangelista nie mówi — on rysuje sceny w powietrzu. Każdy jego zwrot zmienia światło, każdy oddech przesuwa horyzont. Organy i teorba dopowiadają to, czego nie da się powiedzieć głosem: drobne drgnienia, półcienie, wewnętrzne pęknięcia. To narrator, który sam staje się postacią, świadkiem i uczestnikiem naraz.
Zanim docieramy do momentu, gdy Jezus zostaje poprowadzony do Kajfasza, czas gęstnieje, spowalnia. Lutnia, towarzysząca Piotrowi idącemu w mroku, rozbrzmiewa jak sumienie, które już wie, że nie uniknie swojego upadku. Chorały, zamiast unosić się jak spokojne modlitwy, pulsują emocją, tak jakby każdy głos nosił własną tajemnicę. „Wer hat dich so geschlagen” staje się lamentem tłumu — nie tyle pytaniem, ile krzykiem w kierunku niesprawiedliwości.
Chór Pygmalion zmienia barwy jak niebo przed burzą: raz jest hukiem, raz światłem, raz szeptem drżącym z napięcia. W sekwencjach 22–24 przeradza się w echo strachu i determinacji. „Durch dein Gefängnis” brzmi jak zawieszone pytanie o wolność, które nie może doczekać się odpowiedzi. Krzyki tłumu mają w sobie chłód, który przechodzi po plecach — brzmią tak, jakby ich słowa były ostrzami. A w „Eilt, ihr angefochtnen” chór zamienia się w poszukiwanie ratunku, które nie znajduje ujścia, tylko zacieśnia krąg napięcia.
Cała Pasja rozwija się jak łuk napiętej struny: nie pęka, ale wibruje coraz mocniej. „Ach mein Sinn” Laurence’a Kilsby’ego jest jak otwarta rana — dramat wypowiedziany bez filtra, wprost, z siłą, która wciąga w sam środek rozpaczy. Soliści i instrumenty Pygmaliona splatają się w misterną sieć emocji: czasem to tylko subtelna nić, czasem ciężki cios. W „Wir haben ein Gesetz” instrumenty brzmią jak bezlitosne echo pewności siebie — jak fundamenty, które nie dopuszczają sprzeciwu.
Prégardien tworzy jednego z najbardziej magnetycznych Ewangelistów: każde jego słowo ma ciężar, każde zdanie — przeznaczenie. Jezus, śpiewany przez Huw Montague Rendalla, jest tu postacią wyrastającą z mroku basso continuo: nie otoczony światłem, lecz budowany z głębi wewnętrznego spokoju. „Erwäge” otwiera się jak barokowy fresk — jednocześnie boleśnie ludzki i obiecujący ukojenie. W odbiciu tego światła brzmi później „Es ist vollbracht” w interpretacji Lucile Richardot — jakby każdy dźwięk niósł w sobie całą historię świata.
A potem Ying Fang w „Zerfliesse…” — śpiew, który nie potrzebuje żadnego porównania, bo sam w sobie jest jednocześnie gestem pożegnania i dotknięciem łaski.
Może ta Pasja nie ma jednolitego spokoju „Mateuszowej” wersji Pichona, ale niesie coś rzadszego: intensywność, która przenika aż do kości. To muzyka, która nie pozostawia człowieka takim, jakim go zastała. Pygmalion domyka nią trylogię, która nie tyle odtwarza Bacha, ile pozwala mu przemówić współczesnym językiem — z całą siłą, która nigdy nie słabnie.
Robert Majewski © 2026
Albumu można posłuchać w serwisie Apple Music.
