Warto dodać, że babcia cioteczna sama miała licencję szwarccharakteru, a cała jej słodycz – była bowiem kobietą słodką okropnie, słodką straszliwie, słodką wręcz potwornie – cała ta słodycz stanowiła wyłącznie kamuflaż. Superbohater, który na każdego miał teczkę, doskonale o tym wiedział. Babcia cioteczna na superbohatera również miała teczkę. (…) Kochana – a jednak morderczyni! Ale przecież taka kochana! I morderczyni!.
W 2024 roku swoją polską premierę miał „Mleczarz” autorstwa Anny Burns: powieść o tak zwanych Kłopotach w Irlandii Północnej, w skrócie – o konflikcie katolików prących do mariażu z Republiką Irlandii, i protestantów ciągnących do Zjednoczonego Królestwa. Burns o Kłopotach opowiada w niej nie za pomocą dat i nazwisk, lecz na przykład rozmów córki z matką, lęku przez szczęściem, siły plotki i wykluczenia, (nie)wychodzenia poza schemat, ciemnej strony walki o coś. O ile „Mleczarz” niesie poczucie osaczenia, to „Raczej bohater”, książka napisana cztery lata wcześniej (polska premiera 2026 r.; obie wydało Wydawnictwo ArtRage w świetnym tłumaczeniu Agi Zano) to publikacja o czymś istotnym w formie zabawnej, metaforycznej, purnonsensowej.
Dobrym tego przykładem jest sytuacja, kiedy jeden z bohaterów jest przekonany, że jego dziadek zwał się Pan Krystalicznie Czysty Moralnie Świetny i Najlepszy Spośród Superbohaterów; naprawdę był to jednak Wielki Wszechpotężny Arcyzłoczyńca Najnikczemniejszy Spośród Szwarccharakterów Tego Świata. Jest tu więc humor, i życiowe rozczarowanie kimś ważnym dla kogoś. Bo w tej książce, jak w życiu, nic nie jest czarno-białe, a poważne miesza się z zabawnym: jedna postać, teoretycznie będąca po jasnej stronie mocy obawia się, że może mieć w sobie „powstrzymywany, stłumiony szwarccharakter”; postać inna okazuje się kochaną morderczynią, jeszcze inna jednocześnie kocha kogoś, i tego kogoś próbuje zabić.
Nawet pewne przerysowanie, przesada – jak pisanie o drapaczu chmur wysokim na trzysta dziewięćdziesiąt pięter, zachowywaniu życia nawet po kilkukrotnym uśmierceniu, o windzie napędzanej silnikami prosto od inżynierów NASA – nie zacierają tezy, że ta książka ma głębszy sens; weźmy choćby wątek oglądania telewizji na kanale „Wstrząsające Najnowsze Wiadomości Dużo Wykrzykników!!!!!!”… Tak jak sens mają pisane w podobnym tonie, wydane w Polsce w ostatnich kilku latach, purnonsensowe powieści „Bezrożec” Petra Stančika i „Świece w pogańskim raju” Jiříego Kamena (wydało je Wydawnictwo Dowody). Na myśl może również przyjść twórczość Etgara Kereta.
W rezultacie jest tu niejaki Freddie, który „nie należał do gatunku nocnych nicponiów” rozkwitających i przystojniejących „wprost proporcjonalnie do wzrastającej liczby popełnianych przestępstw”; nie należał więc „do tych rodem z >>Portretu Doriana Graya<<, jeśli już, to był raczej portretem Doriana Graya. Są i bandyci krzyczący „O motyla noga!”. Ale jest też aromat życia, często przepełniony zapachem krwi, ale też „dopiero co skoszonej trawy, świeżo przewróconej wilgotnej ziemi, kwiatów wiciokrzewu pod koniec lata”. To wszystko przecież wchodzi w skład zapachu życia.
Kłopot w tym, że miłości nie da się tak po prostu zatrzymać. Jak już raz poszła w ruch, to koniec. Zacząć też się zresztą nie da. Miłość sama się kończy i sama zaczyna. Można ją do tego oczywiście zachęcać lub ją powstrzymywać. (…) Można powiedzieć ukochanemu zupełnie szczerze i serio, by spierdalał, i postanowić nigdy, przenigdy już go więcej nie oglądać – i faktycznie się tego trzymać. (…) To jednak nie znaczy, że miłość zniknie. W miłości nie da się zajść daleko bez odkrycia, że nie ma na nią sposobu. Miłość ma nasze sposoby w dupie. (…) Ona po prostu przychodzi, bez żadnego ostrzeżenia, i odchodzi, jak jej pasuje.
Rafał Kowalski © 2026
Anna Burns, Raczej bohater, przełożyła Aga Zano, Wydawnictwo Artrage, Warszawa 2026 (2019), ss. 104
