Orlando do Lasso: Lagrime di San Pietro, Lodovico Agostini: Le lagrime del peccatore
Doulce Mémoire, Denis Raisin Dadre (direction)
Alpha Classics, Outhere Music 2026, ALPHA1209, TT: 67’41”

„Lagrime di San Pietro” to dzieło, które powstało u kresu życia Orlanda di Lasso — jakby kompozytor, dotknięty chorobą, zmęczeniem i wizjami, znalazł w sobie ostatnią iskrę, by zamknąć muzyczne doświadczenie w cykl o bólu jednej duszy. Wybierając teksty Tansilloa, opowieść św. Piotra o zaparciu i skrusze, skomponował muzykę, która staje się nie tyle ilustracją, ile przeżytą modlitwą. Publikacja, która ukazała się rok po jego śmierci, przypomina list pozostawiony na stole — spóźniony, lecz pełen prawdy. 

Lassus buduje swój cykl z liczb i symboli, ale przede wszystkim z wewnętrznego światła i mroku. Siedem głosów brzmi jak siedem ran, trzy części jak echo trzykrotnego zaparcia. W madrigałach duchownych jego muzyka staje się szeptem sumienia, w którym każde słowo ma wagę, a każdy interwał — zarys łzy. 

A jednak obok tej muzyki staje inny głos, mniej znany, niemal zapomniany: Lodovico Agostini. Jego „Le lagrime del peccatore”, podobne tytułem, ale odmienne treścią, powstało nie jako intymny testament, lecz jako dzieło dla świata; nie o jednym człowieku, lecz o wszystkich — o skrusze, lęku i nadziei. Agostini, twórca świecki i kaznodzieja zarazem, komponuje cykl bardziej otwarty, bardziej poruszony, jaśniejszy w swoim kresie niż mroczna konkluzja Lassa. 

Między nimi rodzi się dialog: Lassus mówi językiem wewnętrznej pokuty, Agostini — oddechem człowieka, który wierzy, że ból może przemienić się w światło. Jeden kończy słowami Chrystusa wypowiedzianymi bez przebaczenia; drugi — obietnicą wiecznego życia. 

To nagranie, łącząc te dwa światy, tworzy przestrzeń, w której dwie odmienne perspektywy pasyjności stoją obok siebie jak dwie stacje tej samej drogi. Nawet jeśli instrumenty czasem przesłaniają słowo, a klarowność nie zawsze wygrywa z barwą, pozostaje w tym wszystkim głęboki sens spotkania. 

To także hołd dla Denisa Raisin Dadre’a — artysty, który przez lata dodawał muzyce dawnej żywego pulsu. Jego śmierć sprawia, że to nagranie brzmi jak ostatnia rozmowa: krótka chwila, w której dwa renesansowe głosy raz jeszcze wzywają nas do słuchania. 

Robert Majewski © 2026 

Płyty można posłuchać w serwisie Apple Music.