Hidden Voices. Paul Kletzki: The Complete String Quartets
Bacewicz String Quartet
Prelude Classics 2026 (2025), PCL2501000, 2CD, TT: 139’50”
Są płyty, które przywracają równowagę naszej pamięci o muzyce. Album Paul Kletzki: The Complete String Quartets (światowa premiera 2 lutego) w wykonaniu Bacewicz String Quartet należy właśnie do tej kategorii: to gest rekonstrukcji i afirmacji zarazem, światowa prapremiera nagraniowa całego kwartetowego dorobku kompozytora, który w powszechnej świadomości zapisał się przede wszystkim jako wielki dyrygent. Tymczasem tutaj słyszymy Pawła Kleckiego — czy raczej Paula Kletzkiego — takim, jakim był u źródeł. Ukazuje się przed nami kompozytor późnoromantyczny, stopniowo coraz bardziej otwierający się na modernistyczne niuanse, a przede wszystkim autor intensywnego IV Kwartetu z 1942 roku.
Program tej płyty układa się w wyraźną dramaturgię, prowadząc nas chronologicznie — od debiutanckiego Kwartetu a-moll op. 1 (1923), przez Kwartet c-moll op. 13 (1925) i III Kwartet d-moll (1931), aż po ostatni zachowany projekt, czyli IV Kwartet (1942). Już w op. 1 widoczna jest klasyczna szkoła formy: mamy więc ekspozycję z dwoma tematami, centralną pieśniową część i klarowny finał w formie ronda, z wyraźnym podziałem na frazy. Klecki pilnuje, by rytm — choć miejscami bywa sztywniejszy, szczególnie w pierwszej części, a także efektowny w finale — nie zdominował linii melodycznej. To tematy i ich odmiany budują napięcie, prowadzone są z charakterystyczną romantyczną intonacją, ale bez przesadnego swobodnego tempo, raczej z wyczuciem i kontrolą.
Jeśli spojrzymy na Kwartet c-moll op. 13, usłyszymy tu pierwszy poważny krok w kierunku integralności całego cyklu. Harmonia staje się gęstsza, a kolorystyka — traktowana niemal jak element dramaturgii — zaczyna kształtować przestrzeń między poszczególnymi częściami. To podejście bliskie myśleniu lisztowskiemu, gdzie motywy przenikają się organicznie, co nie tyle komplikuje narrację, ile ją porządkuje, zagęszcza. Mimo że mamy tu pieśniowe Andante oraz wirtuozowski finał, różnorodność nie przypomina już przypadkowej mozaiki, lecz wypływa wprost z „tożsamości” materiału muzycznego. Naturalność frazy, ta romantyczna potoczystość melodii, zostaje utrzymana bez efektu zbytniego przesytu. Napięcia pojawiają się i opadają we właściwych miejscach, a ciągłość wypowiedzi okazuje się najbardziej cenionym elementem formy.
III Kwartet d-moll z 1931 roku, skomponowany w Berlinie, stanowi w pewnym sensie zwieńczenie tego, co bywa określane jako klasyczny etap w twórczości Kleckiego. Tym razem utwór podzielony jest na cztery części, a kompozytor zdecydował się na pewne zmiany w fakturze muzycznej. Zrezygnował z równomiernego rozłożenia ról głosów na rzecz swoistej „fuzji” brzmienia, co prowadzi do powstania zwartej tkaniny dźwiękowej. Warto zauważyć, że nie brak tu także kontrapunktycznych elementów, zwłaszcza w początkowych fragmentach. Szczególną uwagę zwraca druga część, Scherzo, która emanuje aurą tajemnicy – zaskakuje w niej rytm wiolonczeli oraz szybkie, zduszone figuracje smyczków. Kontrastuje ona wyraźnie z lirycznym Adagiem, opartym na motywie wiolonczeli. Finał z kolei odzyskuje dynamikę, pełen jest napięć i przerw w fakturze, zamykając cały cykl w sposób efektowny, choć pozbawiony przesadnego patosu. Muzyka ta zdaje się łączyć w sobie zarówno pewien „miarowy” rytm, jak i „żar” – można doszukać się w niej wpływów późnego romantyzmu, harmonicznej tradycji oraz świeżego spojrzenia na fakturę.
Natomiast to, co naprawdę przykuwa uwagę, to IV Kwartet z 1942 roku, zachowany jedynie w formie szkicu z datą „28 sierpnia”. Dzięki pracy zespołu i edycji rękopisu, utwór ten staje się wreszcie dostępny do realnego odbioru. Klecki tutaj eksperymentuje z własnym językiem muzycznym: osłabia tradycyjną tonalność i linearność narracji, wzbogacając brzmienie o gęste metafory, które momentami sięgają niemal „fantasmagorycznego” wyrazu. Nie jest to jeszcze dodekafonia, ale kierunek wyraźnie wskazuje na drugą szkołę wiedeńską – tyle że przez pryzmat indywidualnego idiomu artysty. Ciekawe, że kwartet właśnie w tej formie pozostał niedokończony; być może modernistyczne ambicje nie znalazły ujścia w pełnej realizacji. Może też dlatego, że z czasem dyrygentura stała się dla Kleckiego ważniejsza niż kompozycja.
Wszystko to rozgrywa się na tle osobistej biografii kompozytora – od jego łódzkich początków, gdy jako piętnastoletni skrzypek debiutował orkiestrowo w 1915 roku, przez naukę u znanych pedagogów takich jak Rosa Schindler‑Süss, Emil Młynarski czy Juliusz Wertheim, po berliński etap studiów u Friedricha Ernsta Kocha i błyskawiczny start kariery. Ten ostatni był wspierany między innymi przez Wertheima oraz zaproszenia od samego Furtwänglera do Berliner Philharmoniker. Później przyszły trudniejsze lata – przymusowe migracje, pobyty we Włoszech, Charkowie, Szwajcarii – aż w końcu powojenne sukcesy: współpraca z La Scalą u boku Toscaniniego, prowadzenie Royal Liverpool Philharmonic, Bern, Orchestre de la Suisse Romande, czy epizod w Dallas. Paradoksalnie jednak kompozytor o bujnej wyobraźni milknie po 1942 roku, kiedy to jego kariera dyrygencka osiąga szczyt, aż do nagłej śmierci podczas próby 5 marca 1973 roku.
Za tę historię wykonawczą odpowiada Bacewicz String Quartet — zespół, który narodził się w łódzkim środowisku muzycznym (Filharmonia Łódzka, Teatr Wielki, Akademia Muzyczna), działający od 2013 roku i specjalizujący się w polskim repertuarze XX wieku. Artystki dysponują wiedzą i umiejętnościami idealnie dopasowanymi do tego materiału: muzyka oparta na tradycji, lecz z wyraźnie nowoczesnym temperamentem. Ich wkład w „życie” tych kwartetów jest nie tylko wykonawczy, lecz wyjątkowo praktyczny – to właśnie członkinie kwartetu zleciły odczytanie i opracowanie rękopisu IV Kwartetu (finalizacja w 2023 roku) oraz zaproponowały konsekwentnie spójną, stylistycznie dopracowaną interpretację całego cyklu. Ich granie charakteryzuje się klarowną strukturą, zmysłową intonacją oraz precyzyjną artykulacją. Nie upraszczają przy tym bogatej retoryki Kleckiego, lecz ją raczej odsłaniają, prowadząc słuchacza od tanecznego secca po melodyjne legato, od delikatnego pianissima wręcz „na włosku” po mocne, lecz pozbawione agresji forte.
Wartość tego wydawnictwa spina jakość reżysersko‑realizacyjna. Produkcja Michała Bryły dla jego wytwórni Preleude Classics jest dokładnie tym, co w muzyce kameralnej bywa rzadkie – bliska perspektywa bez „sufitowej” kompresji, głębia sceny z czytelną separacją planów, pełny, żywy core barwy altówki i wiolonczeli, a zarazem świetnie uchwycony „oddech” skrzypiec. Mikrodetal (szmer smyczka, oddech pogłosu sali) nigdy nie staje się celem samym w sobie; służy transparentności faktury i logice narracji, co przekłada się na wyjątkową przyjemność analitycznego słuchania – tę jakość niejednokrotnie już podkreślałem, doceniając produkcje Bryły także w innych kontekstach.
Z perspektywy muzykologicznej płyta porządkuje trzy ważne intuicje. Po pierwsze, idiom Kleckiego nie jest anachroniczny: to świadomy konserwatyzm pierwszych dwóch kwartetów – „late‑romantic with a twist” – w którym napięcie moderny rośnie wewnątrz kodu, a nie przeciw niemu. Po drugie, fakturalny projekt III Kwartetu antycypuje współczesne rozumienie kwartetu jako instrumentu zbiorowego, w którym rubato barwy i mikropolifonia ról pracują na ciągłość percepcyjną. Po trzecie, IV Kwartet – mimo szkicowego statusu – dowodzi, że wektor wiedeński był dla Kleckiego realną alternatywą estetyczną; nie mamy tu naśladownictwa, lecz osobisty eksperyment formotwórczy. Wszystko to Bacewicz String Quartet czyta z kulturą stylu i precyzją afektu, co czyni album czymś więcej niż rejestracją: to interpretacyjna rozprawa o miejscu Kleckiego w historii europejskiej kameralistyki.
Na koniec – konstatacja prosta, lecz ważna: ta płyta dopisuje brakujący rozdział do polskiej fonografii. Jeśli chcemy myśleć o repertuarze kwartetowym nie tylko przez pryzmat kanonu, lecz jako o żywej tkance tradycji i modernistycznej pamięci, to właśnie tak brzmi praca u podstaw: czujność wobec źródeł, rzetelna edycja, śmiała, ale stylowo odpowiedzialna interpretacja – i realizacja dźwiękowa, która słyszy muzykę tak, jak jest napisana.
Robert Majewski © 2026
Płytę można kupić na stronie wydawcy Prelude Classics.
