Gdyby tylko dało się podpisać cyrograf z diabłem, który spełniałby każde życzenie, ogrodnik ochoczo sprzedałby mu swoją duszę; ale słowo daję, że ten biedaczyna diabeł strasznie drogo zapłaciłby za taki interes. „Nieszczęsny człowieku – powiedziałby w końcu – nie będę u ciebie zasuwał jak głupi, to już raczej wyślę cię prosto do nieba, zresztą i tak nigdzie indziej by cię nie posłali”. I gniewnie wywijając ogonem, ażeby nim pościnał kwiaty wrotyczu, maruny i dzielżanu, zniknąłby stamtąd, zostawiwszy ogrodnika z jego nieskromnymi i niedokończonymi żądaniami.

Pisarz wybitny czytelniczą uwagę przykuje niezależnie, o czym pisze. Karel Čapek, czeski twórca słowa i wizjoner, był też ogrodnikiem – mogą się o tym przekonać czytający jego felietony w dzienniku „Lidové noviny”. Zbiór Čapkowych tekstów „ogrodniczych” (wydanych przez Wydawnictwo Dowody w przekładzie Elżbieta Zimna) to świat, w którym jest miejsce dla diabła i Boga, nieokiełznaną pogodę i zmiany pór roku. Na relację przyrody i człowieka z udziałem uśmiechu i zmęczenia, narzekania i miłości.

Čapek ma świadomość, że trzymanie się „jednocześnie stu wzajemnie się wykluczających przepisów” może bardziej szkodzić niż pomóc zapalonemu ogrodnikowi – vide książkowa kłótnia kaktusiarzy. Dlatego stawia na własne doświadczenia ze splotem porażek i sukcesów. Weźmy zmagania z tworzeniem skalniaka; według Autora bierze się za to zapaleniec kwalifikujący się do grona ciężkich maniaków – jednocześnie pada porównanie do Cyklopa układającego głaz po głazie, wznoszącego szczyty i doliny, przenoszącego góry, wytyczającego skalne przepaście. Mogącego zdobyć cenną nagrodę za swój trud.

Ogrodnik nie ma wpływu na pogodę, dlatego zdarza mu się urągać na przykład „obszarowi wysokiego ciśnienia nad Skandynawią”. Kiedy wreszcie wyjedzie na wakacje, gdziekolwiek będzie, może dręczyć siebie i nieszczęśnika, któremu powierzy opiekę nad swoim ogrodem „(…) myśli z niepokojem o swoich kwiatkach i trawnikach, nie może spać, klnie, że mu chętny bliźni nie przysyła codziennych raportów o stanie ogródka, i liczy dni do powrotu, posyłając co drugi dzień paczkę pełną kwiatków wykopanych na okolicznych łąkach albo w lasach oraz list z zaledwie dwunastoma pilnymi rzeczami do natychmiastowego zrobienia”). Żałuje, że nie jest bezkręgowcem, bo po cóż ogrodnikowi plecy, i brakuje mu skrzydeł, by „móc zawisnąć nad swoimi rabatkami”. Co i rusz przypomina sobie, że cierpliwość jest matką mądrości. I wciąż nie zatrzymuje się, napędzany przez coś silniejszego, nawet mimo obrazowych zmagań z ogrodowym wężem.

Niezrażony Čapek przyznaje, że gdyby miał gwarancję, że to pomoże, ubrałby swoje „ostrokrzewy we własne palto, a na żarnowiec naciągnął swoje spodnie” I dalej: „ciebie, azalio pontyjska, okryłbym własną koszulą, ciebie, żurawko, przykryłbym kapeluszem, a dla was, nachyłki moje, zostałyby już tylko skarpetki, ale za to podarowane ze szczerego serca”. Nie ukrywa, że gdyby był kompozytorem, skomponowałby „pochód pączków”, który zacząłby się lekkim marszem batalionu bzu. A po śmierci marzy mu się zamiana w dżdżownicę „rozkoszującą się mrocznymi, azotowymi i korzennymi atrakcjami gleby”. I ta jego reakcja, kiedy na „czarodziejskiej glebie”, zroszonej jego potem i krwią, pojawia się pierwszy ślad życia…

O tym wszystkim umie pisać, i to jak – takie zdania: „Ze smolistych łusek wygląda świeżuteńka zieloność, grube pączki popękały i gramoli się z nich filigran karbowań i rzęsek” w tej książce nie należą do rzadkości. Kroku stara mu się dotrzymać tłumaczka Elżbieta Zimna, kiedy z wyczuciem używa takich zwrotów i słów: „Wciórności”, „przegrzana ludzina”, „rejwach”, „dunder świśnie”, „Panie dzieju”. Dzięki temu literackiemu duetowi moja znajomość przyrody się poprawiła; szczególnie polubiłem wdzięczne nazwy żagwin, smagliczka i żurawko.

Karel Čapek pisze, że przed dłuższy czas nie rozumiał, o co chodzi, gdy jego mama szeptała pytanie: „Po czym kroczę?”. Kiedy po latach odkrył na własny użytek, że kroczy po ziemi, stara się przekazać innym, że ta ziemia jest jednak czymś więcej niż myślimy. Zdecydowanie warta większego docenienia.

Niechajże się wypchają kochankowie ze swoim uwielbieniem dla maja; w maju drzewa i kwiaty tylko kwitną, a w kwietniu rozkwitają; trzeba wam wiedzieć, że to kiełkowanie i wypuszczanie pędów, te pączki, pąki i kiełki są największymi cudami przyrody, ale więcej już o nich nie zdradzę ani słowa; sami sobie kucnijcie w ogródku i, wstrzymując oddech, pogrzebcie palcem w świeżo skopanej ziemi, albowiem palcem owym dotkniecie delikatnego i napęczniałego pączka. Tego wrażenia nie da się opisać, tak jak nie da się opisać słowami pocałunków i jeszcze innych rzeczy.

Rafał Kowalski © 2025

Karol Čapek, Rok ogrodnika, przełożyła Iwona Zimna, z rysunkami Josefa Čapka, Wydawnictwo Dowody 2025, ss. 152