Jednak zanim to się stało, pierwszy kontakt kuli z kresomózgowiem uwolnił skwierczącą kaskadę jonów i neuroprzekaźników, która ze względu na niecodzienną przyczynę ułożyła się w osobliwy sposób, szczęśliwym trafem wskrzeszając dawno zapomniane letnie popołudnie sprzed jakichś czterdziestu lat. (…) Andersowi nie przypomniała się żona, którą także kochał, zanim wycieńczyła go jej przewidywalność (…) Nie przypomniał sobie, jak profesor Joseph opowiadał im na zajęciach, że ateńskich jeńców na Sycylii uwalniano, jeśli umieli recytować Ajschylosa, a potem sam, stojąc pod tablicą, recytował im Ajschylosa po grecku (…) Oto, co sobie przypomniał. Skwar. Boisko bejsbolowe. Zżółkła trawa, gwar owadów, on stoi wsparty o drzewo, chłopaki z dzielnicy schodzą się, żeby pograć.

Krzysztof Umiński wybrał i przełożył na język polski opowiadania amerykańskiego pisarza Tobiasa Wolffa. Ten ich zbiór (wydany przez Wydawnictwo Czarne) udowadnia, że krótka opowieść, nawet jedno zdanie o sytuacjach zwyczajnych, codziennych może mieć głębię, zawierać sedno sprawy. Zwłaszcza jeśli biorą się za to dwaj wymienieni fachowcy w słowie pisanym.

Kobieta obejmuje kolana ramionami, wpatruje się w mężczyznę i pyta go, co ona ma w sobie takiego, co on by kochał, gdyby ją pokochał. Córka zastanawia się, co by się stało, gdyby jej matka zerwała się z krzesła, stanęła przed swoim mężem znęcającym się nad ich synem i „kazała mu raz na zawsze przestać? Albo chociaż spojrzała na niego, utwierdzając go we wstydzie?”. Mężczyzna umiera w swoim ulubionym krześle, jego syn uznaje, że nie wypada go tak zostawić, chce zanieść go do sypialni. Młody człowiek nie umie pogodzić się z tym, że jego samotna matka, z którą spędza wiele czasu, związuje się z innym mężczyzną…

Nie chodzi o wydarzenia przełomowe w historii świata, lecz sytuacje być może znane z życia naszego lub osób, które są nam bliskie mniej lub bardziej. Nawet jeśli te opowiadania Wolffa dzieją się w Stanach Zjednoczonych, padają nazwy tamtejszych miejscowości i potraw, obecne tam imiona i nazwiska.

Tobias Wolff nie dość, że krótkiej formie prozatorskiej umie oddać to, co najważniejsze, to umiejętnie ukazuje swoją bogatą wyobraźnię. Jak w opowiadaniu tytułowym: Autor najpierw przedstawia mężczyznę wchodzącego do kawiarni. Potem czytelnicza uwaga skierowana jest na ludzi siedzących przy sąsiednim stoliku; następnie na snutą przez nich historię i ich reakcje, na koniec wracamy do mężczyzny. Właściwie kilka opowiadań w jednym, a przecież ono liczy sobie ledwie piętnaście stron… Jakby tego było mało, tło tej opowieści budują takie zdania, jak to: „Obłok spowił filary i zdawało się, że most wisi w powietrzu, a mgła wdarła się do portu i zaczęła wyprzedzać łódki. Tonęły w niej jedna za drugą”. Zaś głos Carusa, zdający się dobiegać zza trzasków zdartej płyty, sprawia, że po lśniących policzkach starych mężczyzn płyną łzy.

Tobias Wolff umie też błysnąć poczuciem humoru, jak wtedy, gdy pisze: „>>Przepraszam – mówi chcę się z panią ożenić<<. >>Miło mi – odpowiadam. – Proszę pomówić z moim mężem<<. A on na to: >>W nosie mam pani męża. I moją żonę też<<. Musiałam się zaśmiać, wiadomo”. A to, co literacko wyczynia Autor, dobitnie czuje i oddaje tłumacz Krzysztof Umiński. Dzięki niemu w tej książce sporo jest takich zwrotów, jak ten o kobiecie chlustającej strugą zdań, powierzchni kawy połyskującej tęczowo, stercie klamotów, rejwachu w hotelowym holu, twarzy przybierającej wyraz bezwzględnego zimna, wtranżalania kuraka, ruszania chyżo, gmerania w talerzach, ścian łypiących obojętnie, światła rozbłyskającego wtem i cherlawo.

W jednym z opowiadań w tej książce okna potrafią oślepnąć od deszczu. Tymczasem podczas jej lektury, bywa, czytelnicze oczy widzą znacznie więcej i głębiej.

Przyjęło się, że patrzymy z pobłażaniem na porywy młodych i na wspomnienia własnych porywów, jakby były serią rozkosznych kłamstw, którymi człowiek karmi się, zanim nabierze rozumu. Nie tylko porywy miłosne – także pragnienie sprawiedliwości, prawości, zmiany świata. Każde z nich prędzej czy później napotyka nasze zimne uśmiechy. A przecież młodzieńcze uczucia nie były głupie. Nie były po prostu niedojrzałe. Ja zwyczajne nie dałem rady. Pozwoliłem, żeby tamto światło zgasło.

Rafał Kowalski © 2025

Tobias Wolff, Oto początek naszej historii, tłumaczenie Krzysztof Umiński, Wydawnictwo Czarne 2025, ss. 344