Jean Sibelius: Symphony No. 6, Symphony No. 7, The Tempest
Gothenburg Symphony Orchestra, Santtu-Matias Rouvali – direction
Alpha Classics, Outhere Music 2025, ALPHA 1130, TT: 66’29”
Twórczość fińskiego kompozytora Jeana Sibeliusa towarzyszy mi od lat. Tę szczególną więź przekuwam na kolekcjonowanie nagrań i studiowanie jego życia. Wiele lat temu dałem temu wyraz serią artykułów, zamówionych przez Jana Jarnickiego, właściciela nieistniejącego już magazynu “Muzyka21”. Nieustannie marzę, aby rozwinąć te teksty w postać książkowej biografii. Może kiedyś to zrobię.
Sibelius nie doczekał się dotąd należytej uwagi w Polsce. Ne znane mi są inne omówienia jego życia i twórczości, niż to moje sprzed lat. Być może jakiś wydział muzykologii może się tym pochwalić, ale w ogólnym obiegu brak jakiegokolwiek szerszego omówienia.
Brak zainteresowania historycznego i muzykologicznego nie jest jeszcze najgorszy. Nieustannie zastanawia mnie fakt niemal zerowego zainteresowania muzyką Sibeliusa przez polskie filharmonie. Jego muzyka symfoniczna (nie mówiąc o kameralnej czy solowej) jest u nas niemal zupełnie nieobecna. Szkoda, bo to działa wyjątkowe, wywodzące się wprost z przeżyć i stanów psychicznych Sibeliusa, a więc niezwykle emocjonalne.
W tej sytuacji wielbicielowi Sibeliusa w Polsce pozostają tylko nagrania. Mam ich wiele, a w dziedzinie symfoniki od lat moim “numerem jeden” są interpretacje dokonane przez Lahti Symphony Orchestra pod dyrekcją Osmo Vänskä (pierwsza seria nagrana dla szwedzkiego wydawcy BIS).
Vänskä zrealizował je w drugiej połowie lat 90-tych ubiegłego wieku. Od tego czasu minęło prawie 30 lat. Przez minione trzy dekady szukałem nowszych fonogramów, które zbliżyłby się poziomem interpretacyjnym do mojego wzorca. Zdarzały się pojedyncze płyty, ale żaden dyrygent nie nadał wszystkim symfoniom równie wysokiego poziomu Vänskä. Aż do teraz.
Kilka lat temu za cykl Sibeliusa wziął się jego rodak Santtu-Matias Rouvali. Kiedy Alpha wydała pierwszą płytę cyklu, choć byłem nią zafascynowany, nie dawałem wiary, że ten młody wówczas (a i wciąż jeszcze) dyrygent utrzyma poziom na kolejnych albumach. Szczególnie obawiałem się interpretacji Siódmej symfonii. To dzieło enigmatyczne, jednoczęściowe, może i najmniej popularne, ale zarazem będące probierzem i punktem odniesienia w każdym zestawie symfonii Sibeliusa.
Na szczęście każdy kolejny album przynosił zaskoczenie i zadowolenie graniczące z zachwytem. Aż w końcu nadszedł czas na wielki finał. Właśnie ukazała się ostatnia część cyklu symfonii Sibeliusa, która przynosi mój “tester”, czyli Siódmą symfonię. Santtu-Matias Rouvali i prowadzona przez niego Goeteborska Orkiestra Symfoniczna utrzymali poziom do samego końca. A więc mogę wszem wobec ogłosić, że Osmo Vänskä doczekał się równego sobie partnera w moich zbiorach.
Od pierwszych nut Siódmej nagranie Rouvalego zachwyca głębią, zarówno pod względem gry orkiestrowy, jak i dyrygenckiego podejścia. Rouvali jest tutaj bliżej takich dyrygentów jak Davis, Berglund, Beecham i Collins. Ostrożnie kształtuje frazy, cieniuje dynamikę, wydobywając tę iście sibeliusowską tęsknotę i melancholię, po czym rzuca się na dalszą część dzieła, pozwalając błyszczeć instrumentom dętym drewnianym.
Kulminacja w Largamente dostojna, okazał i przepełniona immanentną dla muzyki Sibeliusa tęsknotą.
Podejście Rouvalego w Szóstej symfonii jest nieco bardziej konwencjonalne, ale według najlepszych wzorców w rodzaju Collinsa czy Karajana. To co mnie ujęło w tej interpretacji to jej niezwykła sugestywność i emocjonalność, które wraz z ostatnimi akordami rozpływają się w zadumie.
Album kończy się Burzą – przedostatnim wielkim dziełem symfonicznym Jana Sibeliusa. Ten charakterystyczny dla języka muzycznego fińskiego kompozytora utwór otrzymał tutaj przejmujący wymiar. Rouvali wiernie oddał magiczną atmosferę tej jednej z najgłębszych sztuk Szekspira. Tak jak Szekspir w swoim ostatnim dziele sprowadził swój język do prostej poetyckiej esencji, tak muzyka Sibeliusa jest tutaj pozornie naiwna, wręcz archaiczna.
Jeśli dotąd nie słyszałeś Santtu-Matiasa Rouvalego, dyrygującego symfoniami Sibeliusa, najwyższy czas to zmienić. Jeśli słyszałeś, z pewnością nie muszę cię zachęcać.
Robert Majewski © 2025
Płyty można posłuchać na Apple Music.
