Relacje podróżników i starożytne eposy obrastają w mity i cuda. Podobny bywa los powieści i ich interpretacji. Jak nie istnieją opowieści w stu procentach prawdziwe, jak niemożliwa jest poezja doskonale mimetyczna, tak samo nie ma wielkich dzieł literatury bez towarzyszącej im legendy, gdzie suchym biograficznym faktom towarzyszą rzeczy (i interpretacje) do prawdy podobne i moc zwyczajnej blagi. (…) Mit i legenda pomagają książce. Pozostaje dzięki nim żywa, jak żywe są przygody Odyseusza, utkane z prawdy, poezji i zmyślenia.

Uważna wrażliwość… Ona wydaje się najważniejszym kompasem w literackich podróżach Piotra Pazińskiego. Dzięki niej, tak myślę, nie błądzi, kiedy głęboko zanurza się w przeszłość z jej duchami w książkach „Ptasie ulice” i „Pensjonat”. Albo gdy podróżuje w świat obrazów Witolda Wojtkiewicza (książka „Przebierańcy w nicości…”; weźmy choćby takie zdanie w niej o wiośnie: „Przecież zaraz ją przykryją zdechłe żółcienie i ochry, pochłoną zgniłe zieloności, pożre próchnica brązów i czerni rozbełtanych, zabrudzonych, nigdy gładkich, a przeciwnie, pełnych przetarć i prześwitów, z których tu i ówdzie wyziera płótno albo karton”). Nie inaczej jest w zbiorze jego esejów „Obstalunki” (wydanym przez Wydawnictwo i Księgarnia Austeria) – czy pisze o czuhajstrach, pustce, mitach, człowieczeństwie, nostalgii, dekadencji, niewygodnych rozliczeniach, czy o budkach dróżników na posępnym odludziu.

Precyzja jego wrażliwego spojrzenia jest już w tekście otwierającym tę książkę: o „Ulissesie” Jamesa Joyce’a. Piotr Pazinski z erudycją i wyczuciem snuje rozważania na przykład o „Odysei” Homera, istocie mitu – ale też podkreśla, że Joyce’owe arcydzieło pisane było nie tylko z „kamienną miną”, lecz także z „przymrużeniem oka”. Miałem podobne odczucia, kiedy czytałem „Ulissesa” w przekładzie Maciej Świerkocki; gdzie na przykład takie zdanie: „Powitało Stephena świeże powietrze, grając na jego rozdygotanych nerwach jak na harfie, powiew rozdygotanego powietrza pełnego nasionek jasności” sąsiaduje z takim: „Czyżbyś czyścił jakieś cipki z pajęczyny?”.

Kiedy Autor „Obstalunków” płynie przez życie i twórczość konkretnych twórców słowa, nie tka ich klasycznej biografii; zamiast tego z wrażliwą uważnością skupia się na wybranych momentach. W przypadku austriackiej pisarki i artystki Christine Lavant, od dzieciństwa cierpiącej przez różne choroby, pisze o „wielkiej mocy” drzemiącej w „zabandażowanym dziecku”; niebawem zacznie ono „pisać i rzucać kamieniami w milczące anioły”. Uwięziony w chorym ciele jest też pisarz Leo Lipski, przywiązany do przedwojennej polszczyzny, „jedynego medium, w którym umiał się poruszać”. On to chore ciało starał się drążyć i rozdłubywać.

U Piotra Pazińskiego zmarli przez całe życie nawiedzają niemieckiego poetę i pisarza W.G. Sebalda – jednocześnie Sebald sam potrafi wymknąć się jak duch. W tekście o Josephie Rothcie pojawia się wątek przebaczenia, bez którego świat nie może wrócić do stanu równowagi, i pogarda mogąca być gorsza od śmierci. W przypadku Stanisława Lema obecna jest melancholia; jest ona sposobem na kryzys poznania w umyśle twórcy „Solaris” pełnym „ciemnych krypt i korytarzy”.

W „Obstalunkach” są też dziwy i duchy, mrok i niepokojąca groza – tam, gdzie Piotr Paziński rzuca więcej światła na twórczość Edgara Allana Poe’go, Mychajły Kociubynskiego i Stefana Grabińskiego. Jednak Paziński umie też dotykać sedna nie tylko, jeśli chodzi o konkretne postacie, również na zjawiska i pojęcia. Tak jest w przypadku pustki, nieistnienia w tekście dotyczącym dawnych synagog. Także w eseju o siedzibie literatury jidysz pod warszawskim adresem Tłomackie 13, i o zdążaniu mimo świadomości, że się nie zdąży („Właśnie dlatego chcę zdążyć. Z takiej sprzeczności i z takiego pragnienia wyrasta etyka”).

I kiedy Piotra Sommera (przy okazji jeszcze raz chcę polecić Sommerowe „Środki do pielęgnacji chmur” z 2024 roku) nazywa „poetą słuchu”, można odnieść wrażenie, że sam nim jest – stąd pisanie na przykład o „otulinie z obrazów”, głodzie „życia i rozkoszy” doskwierającym człowiekowi „w świecie lichych pozorów”, „gasnącym ciele” skrywającym „dziwną duszę”, ciemnym szkle Zagłady, oblepiającym smutku przy przekraczaniu niewidzialnej granicy w terenie.

Piotr Pazinski może sprawić, że człowiek przybierze na wadze… Przybierze jej w kontekście wiedzy, wrażliwości i uważności.

Archiwum Ringelbluma najwięcej mówi o człowieczeństwie. Decyzja, by w sytuacji skrajnego zagrożenia i wyczerpania prowadzić prace archiwistyczne i badania naukowe, które być może posłużą komuś w przyszłości – świadczyła nie tylko o heroizmie konspiratorów, ich wierze w lepsze jutro i moc wytworzonych przez człowieka artefaktów kultury, o zobowiązaniu wobec własnej historii i przyszłych pokoleń, ale stanowiła gest sięgający samego sedna egzystencji człowieka.

Rafał Kowalski © 2025

Piotr Paziński, Obstalunki, Wydawnictwo Austeria 2025, ss. 410