Kiedy 6 czerwca 1944 roku wojska alianckie wylądowały na plażach Normandii, książki podążały tuż za nimi. Przed upływem tygodnia kartonowe pudła pełne książek w miękkiej oprawie znalazły się wśród niezliczonych zapasów napływających do alianckiego przyczółka. (…) Masakra na plaży „Omaha” pochłonęła tragicznie wielką liczbę ofiar. Dla tych, którzy przeżyli, jednym z najbardziej makabrycznych obrazów, jakie zapadły im w pamięć, gdy oddalali się od przyczółka, był widok śmiertelnie rannych żołnierzy siedzących u podnóża klifu z otwartymi książkami w dłoniach.

Daniel Day-Lewis w tych niewielu filmach, w których wystąpił, przeważnie tworzył kreacje genialne. Przychodzi mi on na myśl po lekturze kolejnych książek o książkach, które wydaje kameralne Wydawnictwo Smak Słowa (prowadzące kameralną Księgarnia Smak Słowa). Swoją polską premierę miały ledwie trzy: „Przechytrzyć historię. Niezwykłe przygody człowieka, który ocalił milion książek w jidysz” Aarona Lansky’ego w 2020 roku, dwa lata później „Biblioteki. Krucha historia” Andrewa Pettegree’a i Arthura der Weduwena, a w tym roku „Książka na wojnie. Czytanie w ogniu walki” wspomnianego Pettegree’a w tłumaczeniu Agnieszki Nowak-Młynikowskiej. Lecz każda z nich w sposób przystępny i zajmujący pozwala wierzyć w moc słowa i zdanie obecne w tej ostatniej publikacji: „Ludzie wynaleźli mowę, ale nie przestali rozmawiać, kiedy nauczyli się pisać; nie porzucili pisma odręcznego po wynalezieniu druku; i nie przestaną drukować tylko dlatego, że pojawił się internet”.

Andrew Pettegree zachęca do podróżowania z nim w czasie i przestrzeni, by szukać książek w otoczeniu na przykład osób znanych bardziej i mniej.

Jest prezydent Franklin Delano Roosevelt sugerujący, że książki płoną, ale nie można ich zabić; że nie ma takiego człowieka ani siły, by uwięzić ludzką myśl i odebrać światu książek, które „uosabiają odwieczną walkę z tyranią”. Jest również Richard Kobrak, niemiecki patriota, weteran pierwszej wojny światowej, którego naziści mordują z jego żoną Charlotte po tym, jak Kobrakowie zdążyli wysłać swoje dzieci za granicę. Po latach jego dorosła wnuczka w Anglii, głęboko wzruszona, odzyskuje książkę należącą do Richarda, z jego ekslibrisem – jedyne ogniwo łączące ją z niemieckimi dziadkami, których nie poznała.

Autor przedstawia też topografa Davida Huntera Struthera odchodzącego od zmysłów po tym, jak zaginęła jego ultramaryna. Jan Struther i stworzoną przez nią Panią Miniriver, zwyczajną kobietę z przeżyciami wojennymi docenioną przez samego Josepha Goebbelsa. Pojawiają się generał Carl von Clausewitz, pisarka Harriet Beecher Stowe, George Orwell z pokręconymi losami jego „Folwarku zwierzęcego” i Hans Fallada, który nie chciał napisać powieści antysemickiej, za co zapłacił wysoką cenę. Znalazło się też miejsce dla Stalina i Hitlera z ich pasjami czytelniczymi, obejmującymi na przykład powieści autorstwa Karola Maya.

Panowie Józef i Adolf uosabiają zbrodnicze ideologie, które pochłonęły miliony istnień ludzkich. Andrew Pettegree pisze o niektórych twórcach słowa wierzących w mroczne idee – jak Jean-Paul Sartre, który według Autora pozostał niewzruszony w obliczu głośnego procesu we Francji związanego z książką „Wybrałem wolność” Wiktora Krawczenki: naocznej relacji z radzieckiej Rosji, pierwszego masowo czytanego świadectwa brutalności przymusowej kolektywizacji wsi i Wielkiego Głodu w Ukrainie. Co pokazuje, że można być intelektualistą i błądzić (swoją drogą, w tej książce pojawia się wątek dylematu, czy „pisarze powinni zaoferować swoje usługi walczącemu państwu, czy raczej pozostać wierni swemu powołaniu”). Jak zbłądził ten inteligent, który zlekceważył Mao Zedonga, kiedy ten był jeszcze asystentem bibliotecznym i chciał z nim podyskutować – Mao w każdym razie po latach mści się na przedstawicielach inteligencji. Zaś Autor w tym, co pisze, wydaje się uczciwy, skoro podaje przykłady kradzieży i palenia książek zarówno ze strony niemieckich nazistów, jak też obywateli Stanów Zjednoczonych.

W tej publikacji ważne są również miejsca, jak biblioteka Pruskiej Akademii Wojskowej w Berlinie, posiadłość Bletchley Park niedaleko Londynu, Biblioteka Bodlejańska w Oksfordzie i Hessische Landesbibliothek w Darmstadt. Pracownicy tej drugiej, zamiast ratować rękopisy Beethovena, Händla, Mozarta i Vivaldiego z podpisami autorów, woleli przenieść w bezpieczne miejsce najnowsze numery czasopism kulinarnych, ogrodniczych i modowych; nie skończyło się to dobrze. Pojawia się nawet mój rodzinny Płock, w kontekście skonfiskowanego przez Niemców zbioru kilkuset inkunabułów i manuskryptów z miejscowego katolickiego seminarium duchownego. Spłonęły razem z biblioteką w Królewcu.

Andrew Pettegree umie rozśmieszyć. Jak wtedy, gdy pisze o Lanningu „Packym” MacFarlanie, szefie amerykańskiego wywiadu w Stambule, na tyle niedyskretnym, że kiedy „wchodził do miejscowego kasyna, zespół muzyczny zaczynał grać >>Boo boo Baby, I’m a spy<<. Albo o zmianie przez Niemców zakończenia w „Inwazji 1910” Williama Le Queuxa, oczywiście na ich korzyść ku wściekłości twórcy tej powieści. I o kradzieży książki kucharskiej przez kobietę z kambuza na statku jej męża.

Potrafi też tworzyć zdania obrazowe, jak to o prowadzeniu innym korytarzem moralnego labiryntu. Autora wspiera Agnieszka Nowak-Młynikowska, tłumaczka tej książki na język polski; za jej sprawą pojawiają się tu „zuchwalstwo”, „kąśliwy obserwator”, „bandycka zgraja”. Właściwie oboje przypominają, że choć bez zrozumienia lub cyniczne korzystanie z wiedzy w książkach może być zgubne („(…) największe wojny XIX i XX stulecia toczyły się pomiędzy najbardziej oczytanymi krajami świata (które osiągnęły tę pozycję wraz z rozwojem masowej umiejętności czytania i pisania, począwszy od XIX wieku)”; „Wojnę na idee prowadzili ludzie, którzy zbudowali swą karierę na potędze słów”), to mają one bezcenną wartość kulturową i twórczą. Nieprzypadkowo były niszczone wieki temu, i całkiem niedawno, jak podczas bitwy o Sarajewo w 1992 roku, kiedy „Serbowie z premedytacją wycelowali swoje działa w Bibliotekę Narodową Bośni i Hercegowiny”. I od nas zależy, czy książki przetrwają w bibliotekach, księgarniach kameralnych, na domowych półkach również w czasie pokoju.

Książki stwarzały jedną z nielicznych możliwości poszerzenia ich świata – w wyobraźni – poza otoczony drutem kolczastym kilometr kwadratowy gruntu, na którym byli uwięzieni. Choć wielu fantazjowało o ucieczce, a niektórym nawet udało się wydostać za druty, dla większości jeńców to książki były najlepszą drogą do swoistej wolności emocjonalnej. Uważano je za artykuły niezbędne do życia. Zachłanne czytelnictwo było prawdziwą wielką ucieczką. (…) Można śmiało powiedzieć, że w czasie wojny książki nigdzie nie były bardziej cenione niż w obozach jenieckich – jako nieodzowne towarzyszki, pomagające przetrwać niekończące się lata oczekiwania.

Rafał Kowalski © 2025

Andrew Pettegree, Książka na wojnie. Czytanie w ogniu walki, przełożyła Agnieszka Nowak-Młynikowska, Wydawnictwo Smak Słowa 2025, ss. 592