The Summer Portraits
Ludovico Einaudi
Decca Classics 2025, TT: 66’00”

Dziewięć miliardów odtworzeń na portalach streamingowym rocznie. To jest skala, na jaką muzyka Ludovica Einaudiego dociera do odbiorców. Włoch, który w listopadzie skończy 70 lat, jest supergwiazdą. To nie przeszkadza mu być uprzejmym i serdecznym w kontaktach osobistych – i taką muzykę uprawia.
Seria obrazów na ścianach wakacyjnej willi, w której bywał Einaudi, dała mu pomysł na album z letnimi portretami. Olejne obrazy “przypomniały mi się, że lato było czasem, w którym miałeś wiele pięknych doświadczeń, czas długich dni, chwilę światła” – wyznał Apple Music.
Oczywiście kompozycje Einaudiego nie charakteryzują się śródziemnomorskim kolorem i lekkością. Raczej są prostymi powtarzającymi się progresjami akordów. Ten postminimalistyczny świat ma czterech królów: Philipa Glassa, Maxa Richtera, Michaela Nymana i Ludovica Einaudiego.
Dla Einaudiego muzyka i pamięć są ze sobą ściśle powiązane. Tytuły jego kompozycji często przypominają miniony czas, miejsca lub uczucia. Utwór otwierający album, Rose Bay, oparty jest na sekwencji akordów, które przyszły do niego, gdy czekał na swój występ w Sydney Opera House. „Sydney to także miejsce, w którym mój dziadek, dyrygent i kompozytor Wando Aldrovandi, mieszkał przez 30 lat. Moja matka wprowadziła mnie w muzykę i zawsze mówiła o nim i o tym, że zostawił ją, gdy miała 12 lat. Aldrovandi wyemigrował do Australii po odmowie pracy pod faszystowskim rządem we Włoszech. Było dla niej wyobrażenie o stracie.”
Każdy utwór przenosi nas do specyficznego letniego wspomnienia. Kompozycja Punta Bianca nazwana została na cześć białej formacji skalnej na południowym wybrzeżu Sycylii, którą Einaudi odwiedzał podczas swoich letnich wakacji. Jay to ulotne wspomnienia ptaka, który przyleciał do jego rodzinnego domu na wsi pod Turynem, gdzie Einaudi mieszka i pracuje.
In Memory of a Dream wziął swoją nazwę od snu, który Einaudi miał o swojej australijskiej rodzinie: „Obudziłem się i zupełnie zapomniałem, o co chodziło. Ale to było miłe uczucie, które zostało ze mną i postanowiłem nadać mu tytuł.”
Einaudi komponuje na fortepianie, ale na płycie słyszymy go również z towarzyszeniem orkiestry lub kilku kameralistów. Kompozycje nagrane w Abbey Road Studios z Royal Philharmonic Orchestra pod batutą Roberta Amesa, zaczynają się od fortepianowych motywów, powtarzanych i nadbudowywanych poprzez nakładanie warstw instrumentalnych.
Pathos nawiązuje do znaczenia tytułu – powolne cresscendo doprowadza do kulminacji, po której następuje stopniowe decrescendo. Sequence został zainspirowany słuchaniem muzyki barokowej, a konkretnie Vivaldiego. Einaudiemu towarzyszy tu wybitny skrzypek młodego pokolenia Théotime Langlois de Swarte.
Dwa akapity wyżej napisałem, że Einaudi komponuje przy fortepianie. Dokładnie rzecz ujmując ma do dyspozycji trzy fortepiany marki Steinway. Dwa są „normalnymi” instrumentami, trzeci został specjalnie zmodyfikowany dla Einaudiego poprzez naklejenie drugiej warstwy filcu na młotkach – wszystko po to, aby zmiękczyć dźwięk.
Nie jest tajemnicą, że poza milionami fanów Einaudi ma spore grono krytykujących go recenzentów i malkontentów, do których i ja się zaliczam. Choć może lepiej byłoby napisać „zaliczałem”. Coraz mnie irytuje mnie prostota jego muzyki, coraz częściej włączam ją sobie jako tło do codziennych czynności. Tak, czy owak – Ludovico Einaudi nagrał kolejny hit.
Robert Majewski © 2025
Płyty można posłuchać na Apple Music.
