– Jesteś zazdrosny?

– Oczywiście. Byłbym zazdrosny o każdego mężczyznę, który się w tobie zakochał. Nieprawda. Ona widzi, że nie jest. Jeśli już, to rozbawiło go, że inny mężczyzna mógłby wyciągnąć rękę po coś, co należy tylko do niego, co on posiada i ma tylko dla siebie bez żadnego wysiłku. – (…) raz na jakiś czas kobieta potrzebuje takiego zapewnienia. Dowodu, że jeszcze potrafi robić wrażenie.

John Maxwell Coetzee w tej kameralnej książce (wydanej przez Wydawnictwo Znak, przetłumaczonej przez Aga Zano) – przy płynącej w hiszpańskim słońcu muzyce Chopina (postać z „Polaka” twierdzi, muzyka tego geniusza opowiada nam o nas i naszych pragnieniach, które dla nas samych nie są jasne; bywa, że są to „pragnienia rzeczy niemożliwych. Poza naszym zasięgiem”) – rozważa możliwości budzenia się i splatania ludzkich potrzeb. Stara się też udowodnić niemożność podejścia, że wie się wszystko o sobie. To jak stanie przed lustrem jego bohaterki: nie patrzy wtedy na siebie, lecz „to ta istota po drugiej stronie patrzy na nią. (…) Z wielkim wysiłkiem próbuje przeniknąć taflę, zamieszkać w tej obcej postaci, w tym nieznajomym spojrzeniu. Bez skutku”.

Ta opowieść Noblisty toczy się na mniej niż dwustu stronach. Tym bardziej trzeba uważać, by pisząc o niej nie zepsuć czytelniczej satysfakcji. W każdym razie dochodzi tu do spotkania Tej, która ceni wygodę i lubi to, co znajome, z Uważającym, że przeszedł do historii, że powinno się go odstawić do szklanej gablotki w muzeum. Wydają się pogodzeni z codziennością, z pozoru znają swe kolejne kroki, tymczasem… Ich życiowe rzeki przestają płynąć spokojnym nurtem, zbliżają się do siebie, oddalają, zbliżają… To jak z postrzeganiem przez Nią Jego fizyczności: raz Jego dłonie „potrafią tańczyć ze sobą równie delikatnie jak ręce kobiety”; innym razem po tym, jak poczuła dotyk Jego warg na swoim policzku, ma poczucie, jakby „jej skóra spotkała się z suchą kością. Z żywym szkieletem”. Nawet Polskę się tu jednocześnie kocha i nienawidzi.

Rodzą się kolejne dylematy. Pewne osobiste zapiski – w których wykreowane i zaklęte jest coś istotnego dla ich twórcy – należy zniszczyć, czy jednak zachować?… Pierwsze wrażenie trzeba uznać za decydujące, czy jednak coś/kogoś zgłębić bardziej, dać czas?… W swoim teoretyczne poukładanym życiu warto znaleźć miejsce dla żaru związanego z drugą osobą?… Wracanie do czegoś myślami może oznaczać miłość do kogoś konkretnego, czy po prostu uniwersalny brak czegoś?… Można kogoś odepchnąć, a potem snuć rozważania, że gdyby odsunięta osoba jednak powalczyła, mogłaby przełamać opór odpychającego?…

Zegar tyka, podczas lektury przyglądamy się temu wszystkiemu, jak chwilę przed nami czyniła to tłumaczka Aga Zano. To dzięki niej mamy na przykład „duch niemczyzny” nawiedzający „ jej angielski”; zaglądanie w głąb serca, by się przekonać, czy nie ma tam „ciemnego osadu”; jest również zdanie: „Za sprawą tych obserwacji nie ma wiele szacunku do mężczyzn i ich apetytów, a także nie życzy sobie, by fala męskiej namiętności chlusnęła w jej kierunku”.

Książka przeczytana i odłożona, a w prawdziwym życiu rozgrywają się właśnie sytuacje takie, jak w niej. Może ze scenariuszem innym, może tym samym. I tak bez końca do końca ostatecznego.

Kiedy (…) wchodzi do pomieszczenia, jego twarz, zwykle ponura, natychmiast się rozjaśnia. W tym spojrzeniu, którym się opromienia, zawiera się jakaś cząstka męskiego pożądania, ale koniec końców to spojrzenie pełne podziwu i oszołomienia, jakby nie mógł uwierzyć w własne szczęście. Oddawanie się temu spojrzeniu sprawia jej przyjemność.

Rafał Kowalski © 2024

John Maxwell Coetzee, Polak (przekład Ada Zano), Wydawnictwo Znak, Kraków 2024, s. 300