(…) kultura, nazwijmy ją patriarchalną, katolicką lub wiejską, zaprogramowuje kobietę do odgrywania schematycznych ról, tłumiąc w niej poczucie prawdziwej bliskości i solidarności z własnym dzieckiem, pozbawiając instynktu chronienia i wspierania go. Kobieta – produkt tej kultury – nie zadaje sobie pytania, czy jest dobrą matką w ocenie swojego dziecka, lecz czy jest nią w oczach męża, księdza czy innych członków plemiennej starszyzny. (…) Mama nie była w stanie nauczyć mnie budowania relacji z ludźmi, tu miałam dziurę, którą musiałam sama nadrobić, bo moja mama nie zaznała skarbu relacji i nie wiedziała, że to one dają bezpieczeństwo i wsparcie, a także zwolnienie z oceny, bo w tym świecie nie jesteś oceniania, jesteś po prostu lubiana.

W tej książce (wydanej przez Wydawnictwo Marginesy) jest na przykład dużo dziwienia. W działaczkach Koła Ziemianek, kiedy czytają listy chłopek, przysłane w odpowiedzi na apel o opisanie dnia pracy w gospodarstwie. Z listów wynika, że „wiejska kobieta nie krząta się po chałupie, jak zwykło się mawiać o pracy domowej kobiet, tylko zwyczajnie haruje, i to bez względu na to, czy jest małorolną chłopką, czy też prowadzi duże, zasobne gospodarstwo”. Niemieją ze złością niektórzy hierarchowie Kościoła katolickiego, że ludzie ze wsi chcą sami decydować o swoim życiu; garną się do popularnego uniwersytetu ludowego, bo tam „ktoś widzi w nich kogoś więcej niż robocze woły”. Mąż „Pięknej Zośki”, znanej z obrazów Piotra Stachiewicza i Wojciecha Kossaka gotów jest na wszystko złe za to, że ona wytacza mu proces. Wielu innych mężczyzn staje na drodze lekarzy i edukatorów ich żon i dzieci… Niełatwo tu o zrozumienie dla chcących zrobić krok naprzód, ocalać swoją godność, człowieczeństwo.

Ta książka Joanny Kuciel-Frydryszak jest jak wachlarz. Rozwijany powoli, ukazuje przykładowe liczby: na wsi w Polsce w 1931 roku mieszka 73 procent społeczeństwa, z czego 51 procent to chłopi posiadający ziemię; dziesięć lat wcześniej 40 procent mieszkańców polskiej wsi to analfabeci; na początku lat trzydziestych w miastach 98 procent szkół ma siedem klas, na wsiach takich szkół jest zaledwie 4 procent; w Polsce międzywojennej 64 procent gospodarstw na wsi uznawano za niewystarczające, a 40 procent wiejskich kobiet za zbędne.

Wachlarz rozwijany dalej pokazuje, że za liczbami idą ludzie. Jak pięcioletnia córka „małorolnych chłopów spod Włocławka, jedno z dwanaściorga ich potomstwa, z twarzą spaloną od słońca, spękanymi nogami, w jednej sukience, bez majtek, biega cały dzień z jednej strony łąki na drugą, by upilnować stado gęsi”. Kilkuletnie dziecko jest pracownikiem domowym. Dziewczyna wiejska, której dorosłość „zaczyna się wraz z szesnastym rokiem życia, kiedy uznaje się ją za dojrzałą do małżeństwa. Wkrótce zacznie rodzić dzieci i tak już będzie przez następne dwadzieścia lat. Doskonale wie, czego może się spodziewać w dalszym życiu: trudu i zmagania, a często głodu i samotności”. Do tego małżeństwo wiejskie to spółka, dobrze zaplanowana, gdzie często nie mieszczą się emocjonalne potrzeby. A jeśli dziewczyna chce przerwać ciążę, bo tak jej radzą lekarze, i pyta o to proboszcza – słyszy od niego, że może umrzeć, ale ciążę musi donosić.

Listy i pamiętniki, przedmioty oglądane przez Autorkę („Nigdy nie widziałam tak mocno połatanych butów, nie spodziewałam się, że w ogóle możliwa jest tak zawzięta walka o przedłużenie życia obuwiu”) i Jej rozmowy z potomkiniami i potomkami „naszych babek” niosą dużo mroku w formie biedy i niewiedzy, chorób i przemocy, niedoceniania. Ale jest tam miejsce również na przepisy na fusier i modlitwę w dialekcie kurpiowskim, i przede wszystkim na pozytywne światło. Zofia i Ignacy Solarzowie tworzą przed wojną uniwersytet ludowy (krytykowany przez Kościół katolicki i sanację), gdzie można usłyszeć, że bicie jest niegodne „prawdziwego demokraty”, dyskutować, brać udział w rozmaitych warsztatach i w teatrze amatorskim. Polskie dziewczyny ze wsi pracujące we Francji czują opiekę Julie Duval, w licznych listach zwierzają się jej ze swoich bolączek i pragnień, ona wielokrotnie im pomaga. Kiedy instruktorka gospodyń wiejskich wyjeżdża ze wsi Przytuły, jest żegnana jak niosący wiedzę „anioł z nieba”.

Dzięki takim motywacjom łatwiej jest odważyć się, uwierzyć w siebie, przełamywać wstyd. Widać to u Apolonii Księżopolskiej, którą smuci brak szkolnego wykształcenia, ale też mobilizuje. Dlatego robi wszystko, by wykształcić swoje dzieci. Australijska reżyserka Sophia Turkiewicz tworzy poruszający film o swojej matce z dawnej polskiej wioski (obecnie to Ukraina); wyznaje w nim: „Byłaś niewykształcona, nie mówiłaś po angielsku. Nie chciałam, aby moi znajomi widzieli mnie z tobą”, zaczyna rozumieć ważne rzeczy. Takich przykładów jest więcej. Autorka od jednej ze swoich współczesnych rozmówczyń słyszy, że ona nie wstydzi się już, że jej rodzina była chłopska. Pada zdanie, że „musieliśmy się trochę wystawniej najeść i lepiej ubrać, by móc mówić o biedzie naszych rodzin bez lęku i wstydu”. Coraz więcej potomkiń i potomków „naszych wiejskich babek” zaczyna doceniać rodzinną przeszłość z jej tradycją, oddzielać od niej to, co złe (na przykład imperatyw „poświęcania się i podporządkowania rodzinnej kontroli”) i wcielać to w codzienność z myślą o przyszłości.

Nie tylko buty, odzież, ale też sposób spędzania wolnego czasu czy wręcz styl życia, jaki znamy z opisów II RP i jaki przyswoiliśmy sobie, uważając go za prawdę o ówczesnej Polsce, dotyczą głównie miast i klas wyższych. Buty ludowe, zabawy wiejskie, chłopskie jedzenie, a więc sprawy dotyczące ponad 70 procent społeczeństwa, nie tylko nie zawładnęły naszą wyobraźnią; mało w ogóle o tym świecie wiemy, a nasze wyobrażenie o nim bardziej ukształtowała cepelia niż rzeczywistość. Tymczasem rodzinne opowieści niewiele mają wspólnego z folklorem, a dużo z codziennością, która nie przypomina tańca, raczej zmagania i mozół.

Rafał Kowalski © 2024

P.S. Joanna Kuciel-Frydryszak będzie gościnią Książnica Płocka im. Władysława Broniewskiego; rozmowę z nią 26 kwietnia (17:00) poprowadzi Renata Kraszewska.

Joanna Kuciel-Frydryszak, Chłopki. Opowieść o naszych babkach, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2023, s. 496